Kiedy zaglądam na Oferię i widzę, jak zgłasza się agencja, która „posiada copyrighterów”, robi mi się smutno. A gdy patrzę na stawkę, którą oferują, jest mi jeszcze gorzej. Bo może choć raz nie jest zaniżona do granic… ale jednak mocno NIEZASŁUŻONA.
Potrzebujesz strony i tekstów, które przynoszą Ci zamówienia i przelewy na konto? Pomogę Ci!
Napisz do mnie i porozmawiajmy.
Sylwia Rospondek | teksty sprzedażowe • strony internetowe • blogi & newslettery
Swoje obserwacje postanowiłam więc przełożyć na krótki wpis, w którym podpowiadam, jakiego copywritera nie wybierać.
Szczególnie jeśli chcesz, żeby opracował to, co przez dłuższy czas pracuje na Twój wizerunek – czyli treści na firmową stronę internetową. No chyba że nie wyobrażasz sobie opisu „o nas” bez młodego dynamicznego zespołu i liderów branży. 😉
Słaby copywriter to także słabe treści na blogu, opisy produktów, które każdy gdzieś już widział i banalne posty w social mediach, które nie wzbudzają emocji.
Odpuść tych, którzy nie dbają o swój wizerunek
To szczególnie widać w grupach na Facebooku.
Mianowicie, wciąż wielu copywriterów zgłasza się do realizacji zleceń z jakichś podejrzanych kont, bez podanych pełnych danych, z dziwnymi zdjęciami profilowymi.
Piszą jako firma… a tu Kaczor Donald w profilowym. Czasami także jakiś dziwny pseudonim zamiast imienia i nazwiska. Wiecie, przecież Mark Zuckerberg z ich nazwiskiem mógłby tyle zrobić!
Czasem jeszcze sprawdzam te ich tajemnicze profile, ale to daremny trud. Zazwyczaj i tak nie podają w nich linku do swojej strony internetowej ani informacji, czym się w ogóle zajmują.
Innymi słowy: no name, nie wiesz, kto zacz i czego się po nim spodziewać. Może zniknie z zaliczką? Może to jego pierwsze zlecenie? Może się pod kogoś podszywa?
I jasne, rozumiem, że można budować markę nie pod swoim nazwiskiem, ale nawet wtedy wcale nie trzeba skrzętnie ukrywać swoich danych.
No chyba że ma się coś do ukrycia…
Nie wybieraj copywritera, który w social mediach pisze z błędami
To jest moim zdaniem niedopuszczalne, by na przykład w grupie dla copy pisać jak na forum dyslektyków (choć tak naprawdę dyslektycy piszą o wiele staranniej). I nie mówię tu tylko o literówkach, bo te jeszcze można wybaczyć.
Problemy z pisownią łączną i rozłączną, interpunkcja z doskoku, a nawet błędy ortograficzne – to wszystko można dostrzec, czytając wypowiedzi w grupach.
I moje ulubione – bd, kd, cb (zamiast: będę, kiedy, ciebie). Jakby samogłoski na klawiaturze się zalały. 😉
Ale ważna sprawa: mówię tutaj o licznych błędach, a nie pojedynczych i niemal niedostrzegalnych dla większości ludzi.
Nie jestem jakimś purystą językowym. Wiem, że kiedy sami piszemy teksty, możemy w nich zrobić literówkę czy zgubić przecinek. Ale zrobić czy zgubić, a robić i gubić non stop – jest różnica, prawda?
Uważam, że w grupach, które obserwuje sporo osób, w tym także potencjalni klienci, należy jednak choć trochę się postarać.
Nawet to, że piszemy z komórki, nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem – ja zwykle też. Jak mi to wychodzi? Mniej więcej tak, jak na blogu. 🙂
Copy, który robi błędy, robi sobie też beznadziejny PR.
Jako zleceniodawca nigdy bym nie wybrała copywritera, który w zwykłej rozmowie pisze z błędami.
Nie wierzyłabym, że nagle w pracy się „przestawia” i specjalistyczne artykuły pisze niczym hybryda profesorów Miodka i Bralczyka.
Pamiętaj, że dobry specjalista nie pisze za miskę ryżu
To temat rzeka. I jeden z moich ulubionych.
Nie wiem, czemu akurat w tej branży tyle osób tak zawzięcie psuje rynek.
Przecież gdy pójdziesz do mechanika samochodowego i usłyszysz „100 zł za wymianę chłodnicy”, od razu nabierzesz podejrzeń. Albo, kiedy ktoś chce Ci sprzedać nowiutkiego, nieofoliowanego iPhone’a XR za 500 zł.
To czemu tekst za 4 czy 8 zł/1000 znaków ze spacjami nie robi takiego samego (złego) wrażenia?
A Twoja konkurencja – dlaczego w ogóle obniża ceny?
Przychodzą do mnie klienci, którzy zlecali swoje prace za takie stawki, a potem… musieli szukać nowego copywritera, bo nie byli zadowoleni z treści, które otrzymali za te 4 czy 8 zł.
I na tym etapie są już zwykle gotowi wydać więcej, bo przekonali się, że albo tanio, albo dobrze. Już wiedzą, że w copywritingu też cena sporo mówi o jakości.
Jeśli ktoś pisze teksty za 4 zł, na pewno nie poświęca im takiej samej uwagi, co osoba pisząca za 40 zł. To proste – musi tych wpisów za 4 złote nastukać jak najwięcej, żeby się utrzymać.
A przy pracy na akord nie ma już czasu i miejsca na dbanie o jakość.
Poza tym – to drastycznie nierentowne. To co, oddasz swój biznes w ręce kogoś, kto nie potrafi zadbać o swój?
Wiesz już, jakiego copywritera nie wybierać.
A jakiego wybierzesz?
Chcesz zacytować fragment tego artykułu lub opublikować jego zrzut ekranu? Możesz to zrobić tylko wtedy, gdy mnie oznaczysz (@sylwiarospondek.copywriter na Instagramie, linki do pozostałych social mediów znajdziesz na dole strony głównej) oraz wstawisz w treści link do źródła (czyli tego artykułu). W sprawie cytowania większych fragmentów i reprodukcji całości - napisz do mnie.